Fields of Despair: France 1914-1918 – unboxing

Mamy w ostatnim czasie boom na gry, dotyczące I wojny światowej. Temat ponownie wrócił do łask, ale nie ma co się dziwić. Wszak każdego kolejnego dnia mamy setną rocznicę bitew z tego konfliktu.

Jednym z głośniejszych tytułów ostatnich miesięcy, poświęconych tejże wojnie, jest Fields of Despair: France 1914-1918. Gra została wydana przez GMT Games i trafiła do rąk graczy z początkiem 2017 roku. Tu tytuł, na który czekałem z dużą niecierpliwością i cieszę się, że nie był przesuwany w kolejce wydawniczej na jakiś odleglejszy termin.

Autorem tego tytułu jest Kurt Lewis Keckley, dla którego Fields of Despair stanowi projektancki debiut. Fakt, że GMT obdarzyło go zaufaniem i uwierzyło w jakość jego projektu może świadczyć o tym, że gra miała w sobie to coś. Tym bardziej jestem ciekawy, jak będzie wyglądać w praktyce!

Wpierw, zanim siądę jednak do pierwszej rozgrywki, rzucam się jednak w wir unboxingu. Pudło należy do kategorii superciężkiej, więc zakładam, że w środku znajdę sporo ciekawych rzeczy. Jakich? O tym w dalszej części tekstu!

Zapraszam do wspólnego obejrzenia komponentów tego tytułu.

Fields of Despair – front zachodni w trakcie I wojny

Gra została wydana w pudełku o klasycznych dla GMT Games rozmiarach 31.0 x 23.4. Jest ono jednak głębsze od większości gier wydawanych przez to wydawnictwo. Wszystko za sprawą iście imponującej liczy komponentów, którymi przyjdzie nam grać.

Ale po kolei. Ilustracja na pudle przedstawia baterię brytyjskiej artylerii z czasu bitwy o Vimy Ridge. Wspaniały, klimatyczny obraz stanowi reprodukcję dzieła Richarda Jacka, eksponowanego na co dzień w kanadyjskim Muzeum Wojny. Patrząc na tą ilustrację od razu przychodzi na myśl I wojna światowa i jestem zdania, że to był pierwszorzędny wybór. To jedna z lepszych okładek na ostatnich grach GMT Games.


Z tyłu pudełka znajdziemy opis, przybliżający o czym traktuje gra. Możemy przyjrzeć się również temu, jak wygląda mapa i przykładowe żetony. Po prawej stronie znajdziemy dodatkowo, tradycyjnie wystawioną przez GMT Games ocenę złożoności tytułu (4/9) oraz jego przydatności do gry solo (2/9 oraz 9*/9). Dwie oceny tego ostatniego elementu wynikają z faktu, że w grze znajdziemy specjalny scenariusz dla jednego gracza. Standardowo tytuł słabo sprawdza się więc w grze solo, ale korzystając z wariantu dla jednego gracza powinniśmy móc świetnie się bawić. Jak zawsze, z uwagi na moje zamiłowanie do gier solo, ta informacja ogromnie mnie cieszy!


Po obejrzeniu pudełka z zewnątrz czas na sprawdzenie jego zawartości.

Arkusze, bloczki, kostki, żetony…

Po zdjęciu wieka naszym oczom ukazują się dwa dokumenty: instrukcja oraz księga scenariuszy.


Instrukcja liczy w sumie 24 strony. Została wydrukowana w kolorze i zawiera sporą liczbę graficznych przykładów. Po jej przewertowaniu widzę, że jest napisana przystępnym językiem i ma logiczny układ. Mam nadzieję, że to dobre pierwsze wrażenie wytrzyma zderzenie z rzeczywistością, gdy zabiorę się już do jej lektury.


Księga scenariuszy jest obszerniejsza i liczy w sumie aż 44 strony! Znajdziemy w niej komentarz i porady autora, pięć różnych scenariuszy, obszerny opis trybu rozgrywki solo oraz sporo graficznych przykładów, ilustrujących opisane w instrukcji mechanizmy.


Pod dokumentami powinniśmy znaleźć dwa ekrany graczy. Za nimi trzymać będziemy nasze plansze graczy (o tym dalej) i ekrany służyć będą temu, aby sposób, w jaki alokujemy nasze zasoby w trakcie rozgrywki, pozostawał w tajemnicy przed naszym adwersarzem. Ekrany okraszone są tą samą, klimatyczną ilustracją, co na okładce gry, a po ich wewnętrznej stronie znajdziemy kilka tabel, najczęściej wykorzystanych w trakcie rozgrywki .


Kolejnym elementem, który znajduje się w pudle jest plansza. Mapa do Fields of Despair jest pokaźnych rozmiarów i jest utwardzana. Po rozłożeniu prezentuje się niezwykle okazale!

Mapa przedstawia obszar Europy, na którym toczona była wojna na zachodnim froncie. Mamy więc część Francji, Niemiec, Belgii i Luksemburg. W samym rogu mamy też drobny skrawek Anglii.

Plansza pokryta jest heksagonalną siatką. Pola są ponumerowane i są pokaźnych rozmiarów. To bardzo dobrze bo dzięki temu bloczki nie powinny na nich ginąć i na planszy nie powinno być zbyt gęsto. 


Po prawej stronie mapy mamy także kilka torów, które będą wykorzystywane w trakcie partii. Znajdziemy wśród nich np. tor nieograniczonej wojny podwodnej oraz tor frontu wschodniego. O ile gra traktuje bowiem o walkach toczonych na froncie zachodnim, o tyle to, co będzie się na wschodzie również będzie wpływać na rozgrywkę.


Plansza bardzo mi się podoba. Wygląda na bardzo przejrzystą i jest przy tym niezwykle przyjemna dla oka.

Kolejnymi elementami, znajdującymi się w pudle są dwa arkusze żetonów.


Na pierwszym z nich znajdziemy sporą liczbę żetonów pomocniczych. Pośród nich żetony kontroli, fortów, przełamań, linii Hindenburga i inne. Żetony są dobrze wycentrowane i są należytej grubości. Wyglądają bardzo solidnie.

Na drugim arkuszu mamy z kolei jednostki artylerii, lotnictwa, czołgów i oddziałów szturmowych. Pośród żetonów znajdziemy również Czerwonego Barona i René Foncka!

Kolejnym elementem, znajdującym się w pudle jest arkusz z naklejkami na bloczki. Znajdziemy wśród nich Francuzów, Niemców, Brytyjczyków, Amerykanów oraz Belgów. Głównie oddziały piechoty, ale jest również kilka jednostek kawalerii i kilka “zmyłek”.


Naklejki wyglądają bardzo ładnie. Podoba mi się zastosowana na nich kolorystyka i po ich naklejeniu na bloczki powinny nieźle się prezentować.

Poniżej powinniśmy wyłowić z pudła kilka arkuszy z informacjami.

Po pierwsze są to więc dwie sztuki, dwustronnych arkuszy pomocy. Znajdziemy na nich najważniejsze tabele i informacje wraz ze stosownym odesłaniem do odpowiedniego fragmentu instrukcji, w którym możemy poszukiwać bardziej szczegółowego opisu.


Dwa kolejne arkusze będą wykorzystywane wyłącznie w trakcie gry solo. Jeden z nich zawiera tabele i schematy, z których będziemy wtedy korzystać, zaś drugi tor punktów siły Niemców, na którym będziemy śledzić aktualną “kondycję” niemieckiej armii.


Dwa następne arkusze to plansze graczy. Jedna z nich będzie wykorzystywana przez gracza kierującego poczynaniami Ententy, a druga jest przeznaczona dla Niemców.

Na planszach oznaczać będziemy posiadane aktualnie jednostki artylerii i lotnictwa, a także postęp technologiczny i zasoby. Rywalizacja w Fields of Despair toczyć się będzie bowiem nie tylko na polu bitwy. Równie istotne będzie zdobycie przewagi nad rywalem w obszarze logistyki i technologii.


Dwa ostatnie arkusze zawierają same tabele z wynikami. Będziemy z nich korzystać w trakcie bitew, wtedy, gdy mielibyśmy wykonywać rzuty kilkunastoma lub kilkudziesięcioma kostkami (jeden punkt siły w bitwie to jedna kostka, a bloczki mogą mieć nawet 20 punktów siły). Dzięki sprytnemu systemowi wystarczy wykonać rzut tylko trzema kostkami i poszukać wyniku w odpowiedniej tabeli. Fantastycznie, że mamy w grze to rozwiązanie bo inaczej rozgrywka przypominałaby bitewniaka!


Pod arkuszami znajdowało się kilka woreczków strunowych, a w nich kolejno:

Bloczki:


Drewniane kostki:


Kostki sześcienne w dwóch kolorach:


Obok tych elementów w pudełku znajdują się również dwa płócienne woreczki. Jeden niebieski, a drugi czerwony.

Dotarliśmy w ten sposób do dna pudełka. To już komplet elementów, składających się na Fields of Despair, France 1914-1918.

Pierwsze wrażenie

Gra wygląda imponująco. Liczba i jakość, znajdujących się w pudełku elementów przyprawia o zawrót głowy. GMT Games słynie z tego, że dba o zachowanie wysokiego standardu wypuszczanych na rynek tytułów, ale Fields of Despair jest jeszcze o jeden poziom wyżej.

Szczególnie podoba mi się mapa, która jest zarówno wyjątkowo atrakcyjna wizualnie, jak i zdaje się być bardzo funkcjonalna i przejrzysta.

Marzyła mi się gra tego typu o I wojnie światowej. Posiadająca dodatkowo tryb dla jednego gracza. Z ogromną ciekawością usiądę więc do pierwszej partii i sprawdzę, jak wygląda ten tytuł w praktyce. Oczekiwania mam olbrzymie i mam nadzieję, że się nie zawiodę. O tym jednak już w kolejnym tekście.

Dziękuję serdecznie wydawnictwu GMT Games za przekazanie gry do unboxingu.

Michel Sorbet

Michel Sorbet
Twitter

Michel Sorbet

Ma dwie Ojczyzny (Polska i Francja), ale jedno serce. Przygodę z planszówkami zaczął jeszcze w czasach gier wydawanych przez Sferę, Encore i Dragona. Potem w jego życie wtargnął M:TG, Rage CCG i kilka innych karcianek. Po kilku latach wrócił do gier planszowych - głównie do strategii sygnowanych przez GMT. Uwielbia wielostronicowe instrukcje, wyjątki od wyjątków i gry, nad którymi można siedzieć tygodniami. Dwoje wspaniałych Dzieciaków w domu sprawia jednak, że często grywa i w lżejsze tytuły.

Motto: "Świat jest w moich rękach".
Michel Sorbet
Twitter